Nad Twoim brzegiem ośnieżonym stoję
Ty powoli, z godnością damy się poruszasz
Ignorujesz mnie, nie zauważasz, kokietka
Lekko falujesz, dostojnie, zabawiasz się liściem
Tyle w Tobie nieokiełznanej siły, mocy
Jednym swym ruchem zabawiasz, drugim zabijasz
Nie dajesz się kierować, manewrować
Jesteś żywicielką, azylem, domem
Cicho szepczesz swą historię
powoli delikatni Odsłaniasz swoje łono,
przepełnione zimnem, wieczną wilgocią
Przechwalasz się swoim czystym pochodzeniem
Ja wymężniałem, zgarbiłem się nieco
Wciąż do Ciebie przychodzę, podziwiam Cię
A Ty niezmienna, taka sama, nie starzejąca się
Czekasz na mnie, na me pieszczoty, słowa i oczy